Klub wspierających postaci

Podziel się

Im dłużej trwa moja przerwa w jeździectwie i aktywnym uczestniczeniu w amatorskim (ale ambitnym!) sporcie, tym bardziej dostrzegam, jak wiele zaangażowania kosztuje jeździectwo. Nie tylko mojego, jako właściciela konia i jeźdźca, ale też osób związanych z opieką, treningiem itd. A także moich bliskich, który na co dzień mnie wspierają.

 Aktywnego podejścia, gotowości do zmiany planów, mentalnego kopniaka, służenia radą… tego wszystkiego i wiele innych rzeczy oczekujemy od bliskich, którzy nie zawsze są zadowoleni z kolejnego weekendu w zimnej hali. Mimo to jednak pakują z nami konia do przyczepy i co 10 minut chodzą po dolewkę herbaty (aby się rozgrzać zimową porą) na mobilne stoisko. Wiele razy mówiłam „przecież wiedzieli, na co się piszą” lub „przecież tak wygląda moje życie od zawsze”. Wychodząc poza ten schemat, zauważyłam, jak wiele poświęceń od bliskich kosztowały moje sukcesy, spełnianie marzeń i realizacja celów.

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego szukałam tych wszystkich wspierających gestów u bliskich, którzy niekoniecznie są związani z jeździectwem. Zadałam też to pytanie kilku osobom z jeździectwa. Smutne były wnioski z większości tych rozmów.

Przewodnim było to, że w jeździectwie nie potrafimy sobie nawzajem kibicować, nie wspieramy się i mało jest tzw. team spirit (ang. duch zespołowy). Ciekawym spostrzeżeniem było też to, że część ludzi przeniosła swoje konie do stajni z gorszym podłożem czy ogólnie warunkami tylko dlatego, że są tam ludzie, którzy tworzą zespół, atmosferę i wzajemnie się wspierają.

 

CAŁOŚĆ